niedziela, 6 czerwca 2010

Zakopane 2007

Ponieważ jestem zapalonym audiofilem i człowiekiem, który zdaje się czuć więcej postanowiłem napisać o czymś pięknym, co mnie spotkało w 2007 roku podczas pamiętnego urlopu i jest ściśle związane z muzyką. Pisałem wczoraj skrótowo o tym na Facebook'u, ale uważam ,że warto poświęcić miejsce tutaj na głębsze wspomnienie.

Proszę przed rozpoczęciem czytania o włączenie utworu, który jest ściśle związany z tym tekstem i bez którego nie miałby on większego sensu:
kliknij

W lipcu 2007 roku udałem się z Pauliną, z którą byłem wtedy w związku na urlop. Postanowiliśmy pojechać do Krakowa i Zakopanego. Pięknie wspominam tamten wyjazd. Mieliśmy czas tylko dla siebie, spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy, kochaliśmy się namiętnie i było po prostu cudownie. Mieszkaliśmy w pięknej góralskiej chacie , która była położona jakby na wzniesieniu będącym przedłużeniem Gubałówki. Kto był w Zakopanem ten wie jak sprawa mniej więcej wygląda. Gubałówka ma pod sobą całe Zakopane, a na przeciw siebie Tatry i Giewont.
My mieszkaliśmy praktycznie na samym końcu, bliżej Zakopianki.



Było późne popołudnie... Wyszedłem na taras zobaczyć owieczki, które ze swoimi dzwonkami przychodziły i patrzyły w górę. Nie były głodne, bo sprawdzałem ;)
Budziły nas każdego poranka. Wystarczy sobie wyobrazić jak cudownie jest obudzić się, tuląc w ramionach ukochaną kobietę i usłyszeć dźwięk tych dzwoneczków.. To jest po prostu coś niesamowitego..




Słuchałem radiowej Trójki. Kraj był pogrążony w żałobie po wypadku autokaru z polskimi turystami pod Grenoble we Francji. Jak wiadomo audycje były w nastroju melanholijnym. Pamiętam ,że Stelmach był przy mikrofonie.
Spojrzałem na Tatry i zauważyłem coś niesamowitego. Zza szczytów wynurzały się przeraźliwie czarne chmury. Jak długo żyję to takich nie widziałem. Ich kolor był bardzo ciemno szary, żeby nie napisać: czarny. W tym samym momencie usłyszałem w radiu piękną spokojną nutę, która stanowiła świetny podkład do tego co miałem przyjemność obserwować. Zjawiskowe było to jak powoli te czarne chmury zaczęły snuć się po najwyższych szczytach, przysłaniając Giewont i całą resztę. Wyglądało to tak jak gęsty dym papierosów (tudzież marichuany) pokrywający przedmioty w nieklimatyzowanym pomieszczeniu. Porównanie może nie jest zbytnio poetyckie, ale nie da się tego opisać. Całą scenerię dopełniły błyskawice co kilka chwil rozświetlające mrok, który za sprawą chmur zapadał nad górami.
W radiu leciało Archive - Again, które to słyszałem pierwszy raz. Utwór idealnie dopełnił całość zjawiska.

Wszystko wyglądało tak jak gdyby nadciągał koniec świata, jak gdyby miała nastąpić wieczna ciemność i nicość. Stałem tak i wpatrywałem się w to co się dzieje. Owieczki spod tarasu dawno zniknęły bez zwrócenia na siebie mojej uwagi. Nagle zrobiło się pusto w okolicy. Nie było dosłownie nikogo. Mrok szybko pokrył miasteczko leżące w dole. Z ledwością mogłem dostrzec skocznie narciarskie, czy dworzec kolejowy. Stałem i czekałem - pełen wzniosłego wrażenia i zachwytu. Trwało to jakiś kwadrans, a ciągle w radiu leciało Again, bo była to wersja 16minutowa.
Patrząc w niebo, które nagle straciło swój błękit na koszt czerni i fleszów burzy, poczułem krople deszczu. Krople , które były ciepłe.. Przerodziło się to w ulewę i wielką burzę..
Nie uciekłem do domu. Deszcz, który rozbijał się o moją twarz, włosy i ramiona był przyjemny. Dawał mokre ciepło i niósł za sobą prawdziwe oblicze natury - pięknej, zjawiskowej natury.
Dla takich chwil po prostu warto żyć. Mam ten obraz bardzo wyraźny w swojej głowie i marzy mi się ponowne przeżycie tego 'spektaklu', lecz dobrze wiem, że to już nigdy nie nastąpi w takim wymiarze, dlatego jest to tak cenne wspomnienie, tak wyjątkowe i unikatowe..
Od tego dnia w ogromnym zbiorze mojej ukochanej muzyki na tronie z numerem 1 zasiadł tytułowy Archive - Again... Po powrocie do domu, odnalazłem na necie ten kawałek i rewelacyjny klip, który mógłby konkurować z 'klipem' , który przeżyłem osobiście. Jednak moje wspomnienie jest i będzie na zawsze tylko moje, w moim sercu i głowie..

Za to właśnie kocham życie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz